• Galeria Morska w Spichlerzach na Ołowiance w dniu 03.10.2023 będzie wyłączona ze zwiedzania w związku ze zmianą ekspozycji
• Prom "Motława" ze względu na remont nabrzeża nie kursuje do odwołania
• Oddział Żuraw pozostaje zamknięty dla zwiedzających w związku z prowadzonymi pracami remontowymi - przeczytaj

Osobiste przedmioty członka załogi promu „ Jan Heweliusz” trafiły do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku

Zatonięcie promu „Jan Heweliusz”, do którego doszło u wybrzeży Rugii rankiem 14 stycznia 1993 r., jest po dziś dzień uznawane za największą morską katastrofę w dziejach polskiej floty handlowej w czasie pokoju. Szalejący wówczas na południowym Bałtyku sztorm o niespotykanej sile ponad 12 stopni w skali Beauforta spowodował gwałtowny przechył i przewrócenie się stępką do góry płynącej do Ystad jednostki, doprowadzając tym samym do śmierci 55 znajdujących się na pokładzie osób. Zginęli wszyscy pasażerowie, a spośród 29 członków załogi służbom ratowniczym udało się z trudem ocalić 9 ludzi. To właśnie jeden z nich, drugi elektryk Grzegorz Sudwoj, zdecydował się przekazać do Muzeum wyjątkowe przedmioty osobiste, związane z katastrofą.

Modlitewnik i brelok z wizerunkiem św. Krzysztofa, podarowane Muzeum przez Grzegorza Sudwoja
Modlitewnik i brelok z wizerunkiem św. Krzysztofa, podarowane Muzeum przez Grzegorza Sudwoja
Ludzki wymiar katastrofy

Kilka miesięcy temu, krótko po 29. rocznicy zatonięcia „Heweliusza”, pan Sudwoj zdecydował się podarować NMM kombinezon ratunkowy, który miał na sobie w chwili katastrofy. To właśnie ten sprzęt pozwolił mu przetrwać w ekstremalnych warunkach o kilka bezcennych chwil dłużej w oczekiwaniu na ratunek. Wyjątkowymi obiektami o symbolicznej wymowie są jednak przedmioty przekazane do Muzeum przez pana Sudwoja w ostatnich tygodniach: jest to skórzana saszetka wraz z zawartością, która poszła na dno razem z tonącym „Heweliuszem”. Krótko po katastrofie została odnaleziona przez niemieckich nurków, którzy badali obszar zatonięcia promu. – Dzięki dokumentom znajdującym się w saszetce przedmioty te wróciły do właściciela. Pan Sudwoj przechowywał je przez te wszystkie lata w takim stanie, w jakim mu je zwrócono. – informuje Wojciech Ronowski, kierownik muzealnego Zespołu ds. Historii Techniki Morskiej i Rzecznej. Oprócz dokumentów wśród podniesionych z wraku przedmiotów znajdował się również elektroniczny zegarek, podręczny notes z zapiskami, podróżny przybornik do szycia oraz modlitewnik i brelok ze św. Krzysztofem, patronem przewoźników. Kiedy pracownicy Muzeum zaczęli przeglądać zawartość saszetki, spomiędzy kartek dokumentów wysypał się piasek z dna morskiego, z miejsca, gdzie spoczął „Heweliusz”. – Fenomen tych obiektów polega na tym, że w innych okolicznościach byłyby zupełnie zwyczajnymi przedmiotami. Przez kontekst katastrofy, tak dobrze widoczny chociażby w rozmazanych przez morską wodę literach, rdzy na metalowych elementach czy zniszczonej skórze saszetki stają się one ważnymi, niezwykle osobistymi świadectwami historii – zauważa dr Marcin Westphal, z-ca dyrektora NMM ds. merytorycznych. – W narracji historycznej to często właśnie te z pozoru prozaiczne, codzienne przedmioty, ale powiązane z konkretnymi ludźmi, mają największą siłę oddziaływania. Pomagają one odbiorcom zidentyfikować się z uczestnikami tamtych wydarzeń, doświadczyć szczególnego rodzaju emocji, a to ma z kolei ogromne znaczenie w przekazywaniu wiedzy, zwłaszcza młodszemu pokoleniu.

Zniszczona przez wodę skórzana saszetka i popularny w latach 90. XX w. zegarek elektroniczny Casio – przedmioty wydobyte z dna po katastrofie promu
Zniszczona przez wodę skórzana saszetka i popularny w latach 90. XX w. zegarek elektroniczny Casio – przedmioty wydobyte z dna po katastrofie promu
Kolekcja NMM związana z „Janem Heweliuszem” powiększa się

Przedmioty podarowane Muzeum przez pana Grzegorza Sudwoja mają tym większe znaczenie, że wspomnienia związane z zatonięciem „Heweliusza” są pomimo upływu lat wciąż trudne do przekazania. – W tym przypadku obiekty będące własnością uczestnika katastrofy są niezwykle ważnymi zabytkami, dokumentującymi jej ludzki wymiar. – mówi dr Robert Domżał, dyrektor NMM. – Dzięki nim nasze zbiory związane z tymi tragicznymi wydarzeniami powiększają się i uzyskują również personalny charakter. Historia polskiej floty handlowej, którą Narodowe Muzeum Morskie od dziesięcioleci utrwala i upowszechnia, to nie tylko statki, ale również, a może przede wszystkim ludzie. Tego rodzaju osobiste pamiątki pomagają nam wysunąć na pierwszy plan właśnie ten punkt widzenia na morską historię Polski.

Dotychczas w kolekcji NMM znalazły się takie przedmioty związane z „Janem Heweliuszem” jak oryginalne koło ratunkowe, podniesione z powierzchni wody przez duński śmigłowiec podczas akcji ratunkowej, model promu, a także gwasz autorstwa Grzegorza Nawrockiego przedstawiający katastrofę, namalowany na podstawie relacji świadków i uczestników zdarzenia. Muzeum zaprezentowało je w 2018 r. na wystawie czasowej pod tytułem “Bałtycka autostrada”, na której „Jan Heweliusz” został pokazany w kontekście historii i rozwoju polskiej żeglugi promowej.

Koło ratunkowe z M/F „Jan Heweliusz”, przekazane NMM w darze przez Duńskie Królewskie Muzeum Morskie w Kopenhadze w 1995 r.
Koło ratunkowe z M/F „Jan Heweliusz”, przekazane NMM w darze przez Duńskie Królewskie Muzeum Morskie w Kopenhadze w 1995 r.
Tym, którzy nie wrócili z morza

13 stycznia o godzinie 9:00, w przededniu 30. rocznicy katastrofy promu dyrekcja i pracownicy Muzeum zapalą znicze przy pomniku ku czci „Tych, którzy nie wrócili z morza”, znajdującym się w sąsiedztwie głównej siedziby NMM na Ołowiance. Monument został odsłonięty w 14. rocznicę zatonięcia „Heweliusza”, a tworzy go spoczywająca na ziemi kotwica awaryjna wydobyta z wraku promu oraz blok zielonkawego marmuru – kamienia, który barwą i żyłkowaniem przypomina falującą morską toń. Pomnik jest miejscem pamięci o tych, którzy zginęli na morzu, a szczególnie o ofiarach katastrofy z 14 stycznia 1993 r.

Grzegorz Nawrocki „Zatonięcie promu JAN HEWELIUSZ”
Grzegorz Nawrocki „Zatonięcie promu JAN HEWELIUSZ”

M/F „Jan Heweliusz”, prom kolejowo-samochodowy, zbudowany w 1977 r. w stoczni Trosvik Verksted AS w norweskim Brevik na zamówienie Polskich Linii Oceanicznych. Był jednostką bliźniaczą starszego o 3 lata promu M/F „Mikołaj Kopernik”. Miał 125,7 m długości, 17 m szerokości i zanurzenie 4,3 m. Na pokładzie kolejowym mieścił do 36 wagonów, na jego pokład samochodowy mogło wjechać 18 ciągników siodłowych z naczepami. Kursował na linii Świnoujście-Ystad.

W czasie katastrofy na promie znajdowało się 29 członków załogi i 35 pasażerów. Pomimo zaangażowania w akcję ratunkową niemieckich i duńskich służb ratownictwa morskiego, polskiego statku ratowniczego „Huragan”, niemieckich i polskich śmigłowców, a także jednostek pływających przebywających w tym czasie w pobliżu, katastrofę przeżyło tylko 9 osób.