• Oddział Żuraw pozostaje zamknięty dla zwiedzających w związku z prowadzonymi pracami remontowymi - przeczytaj

Komendanci Daru Pomorza – Kazimierz Jurkiewicz

24 marca przypada 110 rocznica urodzin jednego z najbardziej zasłużonych komendantów w historii „Białej Fregaty”, kapitana ż. w. Kazimierza Jurkiewicza. Z tej okazji inaugurujemy nowy cykl artykułów, w których przybliżamy zarówno życiorysy, jak i osobowości dowódców słynnego żaglowca z czasów jego czynnej służby. Kolejne publikacje będą towarzyszyć okrągłym rocznicom urodzin komendantów.

Kazimierz Jurkiewicz jest niepodważalnym rekordzistą jeśli chodzi o liczbę lat przesłużonych na „Darze Pomorza”. Związał się ze statkiem na 32 lata z czego przez 23 pełnił funkcję komendanta. Po przejściu statku na zasłużoną „emeryturę”, kapitan Jurkiewicz został również pierwszym kustoszem statku-muzeum.

Urodził się 24 marca 1912 r. w Goraju k. Biłgoraja. Już w młodzieńczych czasach pociągały go morskie przygody. W czasie nauki w gimnazjum w Kraśniku prenumerował polskie magazyny marynistyczne, „Morze” oraz „Żeglarz Polski”. Wiedziony tą młodzieńczą fascynacją w 1931 r. rozpoczął naukę na Wydziale Nawigacyjnym Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni. W tym czasie odbywał rejsy szkoleniowe na „Darze Pomorza”. Szkołę ukończył w 1934 r. i jako instruktor wziął udział w historycznym rejsie dookoła świata w latach 1934-1935.

W 1935 r. został powołany do wojska, a po odbyciu służby wojskowej zaciągnął się jako starszy marynarz, a następnie bosman na słynny polski transatlantyk m/s „Piłsudski”, by 9 miesięcy później wrócić na „Dar Pomorza” w charakterze IV oficera. Jego służbę przerwał wybuch II wojny światowej. Jako jeden z dwunastu szczęśliwców, ostatnim rejsem LOT-u ze Sztokholmu, przedostał się do walczącego z Niemcami kraju. Nie dane mu było jednak wziąć udziału w walce. Oddział, do którego został przydzielony, wyruszył do boju nie czekając na uzupełnienia. Niemiecką okupację spędził w Generalnym Gubernatorstwie, na Mazowszu (Celestynów, Zalesie Górne) i w Warszawie, pracując m.in. jako drwal, pomocnik cieśli, ekspedient i tkacz.

W 1945 r. wrócił do Państwowej Szkoły Morskiej i został skierowany do pracy na „Darze Pomorza” jako starszy oficer i tymczasowo p.o. komendanta. W latach 1942-1952 był również wykładowcą w Szkole Morskiej. Stanowisko starszego „Białej Fregaty” pod komendą kpt. Gorazdowskiego piastował aż do 1951 r. O tego czasu dowodził statkiem szkolnym „Zew Morza”. W tym samym roku otrzymał również dyplom Kapitana Żeglugi Wielkiej. Po usunięciu przez władze komendanta Gorazdowskiego, to właśnie kpt. Jurkiewicz, 11 kwietnia 1953 r., został mianowany nowym komendantem „Daru Pomorza”. Funkcję tę pełnił aż do emerytury w 1977 r., z krótką przerwą spowodowaną chorobą. W latach 1967-1968, równolegle z obowiązkami komendanta „Daru Pomorza” zajmował również stanowisko dyrektora Państwowej Szkoły Morskiej. Był to dla szkoły moment przełomowy – kpt. Jurkiewicz przygotowywał szkołę do transformacji w uczelnię wyższą – Wyższą Szkołę Morską w Gdyni.

Czasy dowództwa kpt. Jurkiewicza to okres największych powojennych sukcesów „Daru Pomorza”. Kapitan ma na swoim koncie między innymi jedyne w powojennej historii statku przekroczenie równika (1962 r.), pierwszy powojenny rejs przez Atlantyk (na wystawę Expo ’67 do Montrealu), historyczny udział „Daru” w regatach Operation Sail w 1972 r. i zwycięstwo w tychże oraz udział w obchodach 200-lecia istnienia Stanów Zjednoczonych w 1976 r.

Kapitan Jurkiewicz pozostał aktywny w sprawach morskich również na emeryturze. Był jednym z najbardziej zaangażowanych propagatorów budowy nowego statku szkolnego „Daru Młodzieży”. Wraz ze swoim następcą, kapitanem Olechnowiczem, jako konsultant doradzał głównemu konstruktorowi nowego żaglowca, Zygmuntowi Choreniowi. Był przewodniczącym społecznego komitetu budowy, a jego małżonka, p. Helena Jurkiewicz, została matką chrzestną statku. Kapitan był też gorącym zwolennikiem zachowania „Daru Pomorza” jako statku-muzeum. Należał również do grona członków-założycieli Towarzystwa Przyjaciół Daru Pomorza, które do dziś wraz z Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku dba o „Białą Fregatę”.

W relacjach biografów kpt. Jurkiewicza można znaleźć szczególnie malowniczy opis postaci komendanta, ujęty w prostych „marynarskich” słowach wieloletniego bosmana wachtowego „Daru Pomorza”, Bonifacego Jaromowskiego:

„Stary był „pies” na robotę, a zawsze miał węża w kieszeni. Zima, wiatr jak s*******n, śnieg i grad sypie, a my zdejmujemy reje, rozbrajamy statek, ba – zdejmujemy stengi i bramstengi. To była robota stoczniowa, ale brakowało pieniędzy, więc „Stary” wyciskał z załogi stałej wszystko co można. Sam – nie powiem – też się brał do ciężkiej roboty. Mimo, że już był dziadkiem, krzepy miał – daj Boże zdrowie. A balast – jak wynosiliśmy na keję… to dopiero była robota. Żadnych nadgodzin „Stary” nie płacił, orał w nas jak w niewolników. Ale „Dar Pomorza” mimo upływu lat był… co raz młodszy i co raz bardziej krzepki.”

Tak z kolei we wspomnieniu wydanym na okoliczność 50-lecia ówczesnego Centralnego Muzeum Morskiego opisuje kapitana Marek Twardowski – muzealnik, inżynier okrętownictwa, pracownik merytoryczny „Daru Pomorza” i jego wieloletni kustosz:

„Trzeba przyznać, że kpt. Jurkiewicz okazał się bardzo ciekawym człowiekiem. W krótkim czasie dowiedziałem się, że posiada niepospolity talent do rysunku – jego dziełem są przedwojenne dyplomy „chrztów równikowych”. Swój talent wykorzystywał do plastycznego przedstawienia różnych rozwiązań technicznych, które planował wprowadzić na statku. Nieco potem okazało się, że dysponuje też niepospolitą siłą. Zazwyczaj chodził w marynarce, lekko przygarbiony. Miał szczupłą twarz, sprawiał wrażenie delikatnego. Ale gdy zdjął marynarkę, można było zrozumieć, dlaczego w młodości otrzymał przezwisko „Goryl”. W tym czasie miał już prawie 70 lat, ale nadal widać było muskulaturę, która w latach trzydziestych pozwalała mu np. samodzielnie przenosić statkową kotwicę zawoźną.”

Przez całe swoje marynarskie życie kpt. Jurkiewicz był przeczulony na punkcie bezpieczeństwa uczniów i marynarzy. Miało to wiązać się z nieszczęśliwym wypadkiem, który wydarzył się, gdy jako kandydat do PSM brał udział w rejsie w 1931 r. Kolega Kazimierza Jurkiewicza i jego krajan z Lubelszczyzny, Maksymilian Stefaniak zmarł śmiercią tragiczną spadając z rei grotmasztu. Młody kandydat uderzył w stojącą na pokładzie pompę i zginął na miejscu. Wspomnienie tego wypadku miało towarzyszyć kapitanowi do końca jego wieloletniej służby na „Darze Pomorza”.

Do historii statku przeszły słowa, które komendant Jurkiewicz wygłosił w kwietniu 1977 r. przy okazji swojego uroczystego pożegnania ze służbą: „Kochajcie ten statek. To nie jest zwyczajny żaglowiec! To duma i klejnot narodu polskiego! Baczcie, by mu się nigdy na obojętnym oceanie, czy morzach bliższych – krzywda nie stała. On jest tak ważny dla Polski – jak Wawel i Królewski Zamek w Warszawie…”

Kapitan ż. w. Kazimierz Jurkiewicz zmarł 20 stycznia 1985 r. Spoczął na Cmentarzu Witomińskim w Gdyni.