• Prom "Motława" z powodu remontu nie kursuje (do ok. 6.12.2022 r.)
• Oddział Żuraw pozostaje zamknięty dla zwiedzających w związku z prowadzonymi pracami remontowymi - przeczytaj

„Jedną z ofiar był mój kolega”. Pracownik Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku wspomina krwawe wydarzenia z Grudnia’70

Wojciech Nadolski – kierownik Biura Okrętowego Narodowego Muzeum Morskiego bardzo dobrze pamięta pierwszy dzień protestów robotniczych sprzed 51 lat. Jako 19-latek odbywał staż w Gdańskiej Stoczni Remontowej. Był jedną z setek osób, które odmówiły podjęcia pracy w związku z drastycznymi podwyżkami cen artykułów pierwszej potrzeby.

Władze komunistyczne o wprowadzanych zmianach cen towarów poinformowały 12 grudnia. Dwa dni po przemówieniu radiowo-telewizyjnym I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki wielotysięczny tłum udał się przed siedzibę Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku.

– Wszyscy byliśmy w stoczniowych ubraniach roboczych: w kaskach, rękawiczkach i zakładowych kufajkach. To sprawiało, że byliśmy widoczni w mieście. Rządzący nie zdawali sobie jeszcze wtedy sprawy, że ten bunt nabierze takiego wymiaru. Nasza delegacja, która weszła do komitetu już stamtąd nie wyszła, z tego też powodu atmosfera zagęściła się jeszcze bardziej. – wspomina Wojciech Nadolski.

Oddziałów Milicji Obywatelskiej zaczęło przybywać. Słychać było wybuchy petard, a przeciwko najbardziej agresywnym robotnikom użyto gazu łzawiącego. Część protestujących rozeszła się po mieście, tak aby nie było możliwości wyłapania większych grup. Wojciech Nadolski wrócił do stoczni, jednak szybko zorientował się, że już nie może się z niej wydostać.

– Zakład został spacyfikowany, dostaliśmy zakaz wychodzenia poza mury. Do osób, które chciały się wydostać, strzelano. Jedną z ofiar Grudnia ’70 był mój kolega ze szkoły – Jerzy Matelski. Było to dla mnie wstrząsające przeżycie, bo jedną z tych zabitych osób mogłem być ja. – dodaje Wojciech Nadolski.

W czasie społecznego buntu w samym Gdańsku zabito osiem osób. Bilans tragedii Grudnia’70 to co najmniej 45 ofiar, prawie 1200 osób  rannych i ponad 3 tys. zatrzymanych. Wojciech Nadolski zauważa, że śmierć tak wielu ludzi nie poszła na marne. Bunt robotników przyczynił się do powstania po wielu latach Solidarności, a w konsekwencji do późniejszego upadku komunizmu.