→ Oddział Żuraw pozostaje zamknięty dla zwiedzających w związku z prowadzonymi pracami remontowymi
→ Z dniem 2 listopada 2021 roku statek muzeum "Dar Pomorza" został zamknięty w związku z sezonem zimowym
→ Zasady bezpieczeństwa w oddziałach Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku w związku z pandemią COVID-19 - przeczytaj

Co łączy “babę”, “chochlę” i “widelec”? Zimowe połowy podlodowe na Pomorzu

Stale rosnąca cyfrowa kolekcja Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku powiększyła się ostatnio o modele 3D narzędzi używanych przez rybaków do połowów podlodowych. Raki, siekiery, a nawet bojer rybacki można obejrzeć za pośrednictwem platformy Sketchfab. Narzędzia te pełniły kluczową rolę w funkcjonowaniu społeczności rybackich Pomorza w czasach srogich zim, kiedy gruby lód skuwał wody Zatoki Puckiej, Zalewu Wiślanego i kaszubskich jezior. Rybaków zamarznięta tafla wody nie zniechęcała do pracy – kiedy pokrywa lodowa uniemożliwiała im wypłynięcie na połów, ryby łowili pod lodem.

Służyły im do tego wybite w lodzie otwory – przeręble, do wyrąbania których używali specjalnych siekier o długim ostrzu, zwanych na Półwyspie Helskim “isaks”. Drugim ważnym narzędziem była pionowa siekiera lub ostry, żelazny łom, przydatny szczególnie przy przebijaniu bardzo grubej pokrywy lodowej. Lód taki miewał grubość nawet ponad 0,5 m, ale gwarantował bezpieczną pracę.

Obfite połowy zapewniało użycie niewodu – sieci matniowej stosowanej na naszych ziemiach już od średniowiecza. Na Zatoce Puckiej niewód już wyszedł z użycia, ale wciąż bywa wykorzystywany na jeziorach. Sieć składała się z dwóch skrzydeł i umieszczonej między nimi matni – stożkowatego worka, do którego ryby zaganiane były w trakcie połowu. Niewody były olbrzymimi sieciami o długości sięgającej nawet 300 m. Należało je przeciągnąć pod lodem, do czego potrzebny był zespół zwykle 12 rybaków. Najpierw wycinali oni w lodzie owalny system otworów odległych od siebie o 20 m. Otwór wejściowy, zwany zakładnią, i wyjściowy – wychodnia, były na tyle duże, że można było wprowadzić przez nie pustą, ale wielką sieć, a następnie wyciągnąć ją, obciążoną rybami. Skrzydła sieci prowadzono między otworami za pomocą “chochli” – 20-metrowych tyczek, które przepychano specjalnymi widłami. Do wyciągania sieci zaś używano “baby” – umieszczonego na masywnych saniach kołowrotu, na który nawijano długie liny ciągnące skrzydła niewodu. Ilość takich połowów, zwanych zaciągami, zależała w dużej mierze od grubości pokrywy lodowej, a więc czasu pracy potrzebnego do wykucia przerębli. Przy grubym lodzie możliwy był tylko jeden połów w ciągu dnia, przy cieńszym dwa. W ten sposób w Zatoce Puckiej poławiano szczupaki, a w jeziorach leszcze, płocie i sielawy.

Ciężkie sieci były przewożone na miejsce połowu parą sań. Dla ułatwienia przemieszczania się po lodzie rybacy mocowali do podeszw butów łyżwy, które na miejscu zastępowali metalowymi kolcami, “rakami”. Na dalsze łowiska na Zatoce Puckiej i Zalewie Wiślanym wyprawiali się bojerami, inaczej ślizgami lodowymi, zaopatrzonymi w żagiel. Jedyny obecnie zachowany bojer rybacki tego rodzaju, pochodzący z Jastarni, zobaczyć można w Muzeum Rybołówstwa w Helu.

Na Zalewie Wiślanym stosowany był jeszcze po wojnie pewien oryginalny sposób połowu, przy użyciu dwóch sieci ściankowych. Rybacy przewozili swój sprzęt na miejsce na saniach, wybijali przerębel, a kiedy ten był gotowy, zastawiali pod nim sieci na planie krzyża. Do przerębla wsuwana była długa deska, której wystający koniec jeden z rybaków uderzał pałkami. Dźwięk rozchodzący się w wodzie przywabiał ryby, które następnie wpadały w sieci. Tą metodą, nazywaną połowem “na klepnetę” (niem. Klappenfischerei), łowiono głównie sandacze i jazgarze.

Narzędziami przez wieki stosowanymi do podlodowego połowu węgorzy na Zatoce Puckiej były żelazne ościenie zwane bodarzami, osadzone na tyczkach długości od 6 do 12 metrów. Miały one formę jednozębną lub wielozębną. Łowiący, niekiedy także kobiety, przez przeręble dźgali tym „widelcem” dno akwenu, metodycznie wzdłuż kolistych linii. Poszukiwali w ten sposób węgorzy zimujących w trawie morskiej. Trafione ostrzem bodarza ryby nadziewały się na jego kolce. Metoda ta, ze względu na swoją szkodliwość dla populacji ryb, już dawno została zakazana.

Tekst: Krzysztof Zamościński, Dział Etnologii Morskiej